

Uwielbiają się nawzajem… :)
Usłyszałam nawoływania z góry.
-Mama.
Weszłam po schodach na piętro.
Moja księżniczka stała i poprawiała włoski, tak, żeby nie
spadały jej na oczy. Wyciągnęła rączki, wzięłam ją i zamknęłam drzwi do
sypialni.
-Jak ty się wydostałaś?
-Hop!- powiedziała.
-Przeskoczyłaś?
-Nie.
-To jak.
-Hop!- uśmiechnęła się i dała mi całuska w policzek.
Zjadła śniadanie, przy mojej małej pomocy, Louis zszedł
na dół około godziny 9:30, przywitał się z nami i usiadł do jedzenia.
-O której masz samolot?
-O 14:30.
-A to masz jeszcze czas.
Przytaknęłam.
Po wczorajszej burzy na niebie nie było żadnej chmury,
słońce świeciło.
-Może
pójdziemy na spacer we troje do sklepu muzycznego, chciałam kupić nową płytę
Lorde.
-Ok.
Lou poszedł się ubrać, a ja w tym czasie ubrałam Lily w
białą sukienkę, a na jej nóżki nałożyłam żółte crocsy. Lou zszedł na dół,
sięgnęłam po torebkę i wyszliśmy. Lou prowadził wózek, ja szłam obok. Lily szła obok wózka i trzymała się go.
Przechodzące obok dziewczyny chichotały i gadały coś do siebie. Żadna z nich
nie miała odwagi podejść. Po 20 minutach dreptania, Lily zmęczyła się i wsiadła
do wózka, doszliśmy do sklepu, kupiłam co chciałam i poszliśmy w stronę parku. Tam
Lily zajadała dużego lizaka w kształcie serca, a my rozmawialiśmy siedząc przy
fontannie w centrum parku. Po zjedzeniu, a właściwie oddaniu mi swojego lizaka
Lily goniła gołębie. Od czasu do czasu, albo ja, albo Louis mówiliśmy do niej Uważaj, bo się przewrócisz.
Ale
ona biegała dalej. Około 13:00 wróciliśmy do domu. Spakowałam ostatnie rzeczy.
Lily weszła do sypialni. Louis w tym czasie brał prysznic. Ukucnęłam i
wyciągnęłam ku niej ręce. Podbiegła i dała mi buziaczka.
-Będziesz za mną tęskniła?
-Tak, bardzo.
-Kocham cię, kwiatuszku.
-Ja ciebie też.
-Mogę się do was dołączyć?- spytał Louis.
-Tata, chodź.
Lou podszedł i przytulił nas obie, najpierw całując w
główkę Lily, a potem w usta mnie.
-Muszę się zbierać…- powiedziałam, Lily otarła
niezręcznie paluszkiem łezkę w kąciku mojego oka.
Dała mi jeszcze jednego całuska.
-Będziesz grzeczna u babci?
-Nie.
-Dlaczego?- spytałam.
-Bo Lizzie mi dokucza.
-Jak ci dokucza?
-Zabiera mi słonia od wujka Zayna.
-A co z jej słoniem?
-Ja go mam.
-No to już musicie się dogadać.- westchnęłam.

-Do zobaczenia…- powiedział.
-Papa.-
pomachała mi Lily.
-Papa.- szepnęłam i pomachałam im przez szybę w samochodzie.
Po 20 minutach lekko podłamana znalazłam się na lotnisku,
ale widok mojej ekipy uszczęśliwił mnie. Przytuliłam wszystkich. Eddie był
zaskoczony moją reakcją.
-Myślałem, że po ostatnim koncercie, mnie znienawidzisz…
-Ja? Znienawidzić ciebie? Chciałbyś…
Uśmiechnął się szeroko.
Wsiadłam do samolotu i oświadczyłam, że Rosie rusza na podbój USA…
Dzisiaj trochę później niż zwykle... Dziękuję, za tyle wyświetleń i komentarzy, których jest coraz więcej!!! Do jutra!!! :)
Dzisiaj trochę później niż zwykle... Dziękuję, za tyle wyświetleń i komentarzy, których jest coraz więcej!!! Do jutra!!! :)
Wiesz jest później, a ja i tak dopiero teraz go czytam, głupio mi!
OdpowiedzUsuńJest świetny! Piękny! Dlaczego Cam musi jechać w ta trasę, teraz kiedy pogodzili się z Lou! Mam nadzieje ze szybko się ponownie zobaczą!
Marzena ze Sląska