-Nie, to nie ciąża…- Cam
odetchnęła i złapała się za skroń. Syknęła z bólu.
-Ale dalej cię boli…
-Nie wiem, co to za gówno…
Lekarz wszedł do środka, tym
razem z zupełnie innym wyrazem twarzy. Neutralnym.
-Zaraz zostanie pobrana pani
krew, jeżeli wyniki będą dobre to wypuścimy panią.
Pielęgniarka weszła i
zrobiła co miała zrobić.
-Wyniki będą za 1,5 godziny…
Camille kiwnęła głową.
-Idźcie się przespać…-
powiedziała do mnie do Eddiego.
-Nie, będziemy z tobą.
-Naprawdę nie trzeba, jest
ok.
-Ale na pewno?
-Tak, idźcie, tylko Dani
zostaw proszę mi torebkę, muszę zadzwonić do Louisa i wszystko mu powiedzieć,
do Cary tak samo.
Kiwnęłam głową, podałam jej
torbę i wyszłam z sali. Gdy dojechaliśmy do hotelu, wzięłam szybki prysznic i
położyłam się spać. Obudziłam się koło 14:00, przebrałam się i upięłam włosy w
wysoką kitkę. Pojechałam do szpitala, Camille rozmawiała z lekarzem.
-Ma pani fatalne wyniki
krwi, obecność erytrocytów została zmniejszona o 4%, a to jest bardzo groźne,
nie wiem co jest przyczyną tego, ale się dowiem, proszę na razie się nie
martwić.
Lekarz minął mnie, a Camille
leżała plecami do drzwi i popłakiwała. Obróciła się, podeszłam do niej i
przytuliłam ją.
-Chcę wracać do Londynu…-
pochlipywała.
-Wrócisz niedługo…
-Dziękuję, że ze mną jesteś…
-Cam, jesteś moją
przyjaciółką…
Odsunęła się ode mnie i
położyła głowę na poduszce, przymykając oczy z bólu.
-Dzwoniłaś do Louisa?
-Tak, zmartwił się bardzo,
chciał przyjechać, ale wybiłam mu to z głowy…
Uśmiechnęła się.
-A Cara?
-Wkurzyła się, że nie
dzwoniłam wcześniej, powiedziała, że niedługo będzie w NY, ale jej też to
wybiłam z głowy…
Zaśmiałam się. Do sali
weszła cała ekipa z balonami, kwiatami itp. Gadaliśmy wszyscy, po jakichś 40
minutach Camille pulsowała cała skroń, wygoniłam wszystkich i powiedziałam, że
mają iść na imprezę czy coś :)
Około północy przyszedł
lekarz i powiedział, że przemyślał sprawę, pozwolił jej wyjść ze szpitala,
jeżeli tak bardzo tego chce i wrócić do Londynu, ale ma być pod stałą opieką
lekarza, do mnie zwrócił się, że mam jej pilnować. Powiedział, że wypis będzie
rano. Pożegnałam się z Camille i pojechałam do hotelu, zadzwoniłam do Liama, a
potem wzięłam prysznic, zjadłam zamówionego kurczaka i zasnęłam.
Około 10:50, zaraz po
zjedzeniu śniadania pojechałam do szpitala, jednak gdy weszłam do sali zastało
mnie tylko pięknie zaścielone łóżko. Zdenerwowałam się, że coś się stało…
Zaczęłam biegać po całym szpitalu, szukając jakiejkolwiek pielęgniarki lub
lekarza prowadzącego.
Camille
w tym samym czasie, gabinet lekarza… [LINK]
Mężczyzna miał grobową minę,
a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć… Zatkało mnie i jego słowa nie przechodziły
mi nawet przez myśl. Po jakichś 10 minutach odezwał się.
-Po zrobieniu tomografii to
jest pewne, można brać leki, ale prawda jest taka, że jest w zbyt wysokim
stadium by można by było wyleczyć go…
Patrzyłam się w blat
bladoniebieskiego biurka.
-Ile mi zostało czasu?-
spytałam ze łzami w oczach.
-Niecały rok…
-Ale ja mam dziecko…- mój
głos łamał się- rodzinę, ja…
-Przykro mi…- powiedział ze
smutkiem- wypiszę pani leki i proszę się zgłosić do kliniki w Londynie, ja się
jeszcze z nimi skontaktuję i opowiem wszystko…
Mężczyzna wstał z miejsca i
wyciągnął do mnie rękę, ja wstałam z miejsca i wyszłam z gabinetu, zatrzaskując
za sobą drzwi. Weszłam do łazienki i usiadłam na muszli. Zaczęłam gorzko
płakać. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że coś takiego wydarzy się w moim
życiu, że to tak ma się skończyć… Że to cholerstwo, które rośnie mi w głowie…
Zamknęłam oczy i popłynęły z nich kolejne łzy.
Świadomość,
że niedługo będę musiała rozstać się z Lily i Louisem i ze wszystkimi, których
kocham była odrażająco straszna i bolała mnie. Nagle poczułam wielką potrzebę
wyjścia na świeże powietrze, wybiegłam ze szpitala i wsiadłam do taksówki.

Weszłam do pokoju, Danielle
położyła moją torebkę na fotelu.
-Chcesz żebym została, czy
wyszła?- spytała cicho.
-Chciałabym zostać sama, ale
mam do ciebie prośbę.
-Jaką?
-Jeśli nie chcesz, możesz
zostać tu, ale jeśli chcesz to proszę zamów dla mnie i dla siebie bilety na
najbliższy lot do Londynu.
-Oczywiście, że polecę z
Tobą…
-Dziękuję…
-Czy potrzebujesz czegoś…
-Nie chcę, żeby ktokolwiek
przychodził do mnie i pytał o mnie…
Kiwnęła głową.
-Jakby co, to dzwoń…
-Dziękuję ci.
Dani wyszła. Ja wstałam z
łóżka i weszła do łazienki, spojrzałam na lewą skroń.
-Zepsułeś wszystko…-
powiedziałam do guza.
Napuściłam wody do wanny.
Rozebrałam się do naga i weszłam do gorącej wody. Przysunęłam brodę do kolan i
znów poleciały mi łzy, teraz mojemu płaczu towarzyszył przeokropny ból w lewej
skroni.
-Proszę, przestań i tak już
próbujesz mnie uśmiercić…- powiedziałam z łamiącym się głosem.
Siedziałam w takiej pozycji
przez kolejne 4 godziny. Potem wstałam z wanny wypełnionej zimną już wodą.
Owinęłam się ręcznikiem. Godzinę temu dostałam wiadomość od Danielle.
Kochana,
samolot mamy o 4:40 rano, ok.?
Tak.-
odpisałam jej.
Była aktualnie 5 minut po
dwudziestej pierwszej. Ubrałam się w jeansy i ulubioną koszulkę próbując
zapomnieć o Quincy’m. Tak nazwę mojego guza. Spojrzałam na swoje odbicie w
lustrze, byłam blada jak kreda, miałam fioletowe wory pod oczami. Louis dzwonił
do mnie kilkanaście razy, ale napisałam mu, że śpię, więc dał mi spokój.
Położyłam się na łóżku, ale w rezultacie nie zmrużyłam oka choćby na sekundę. O
3:00 wstałam i zaczęłam pakować rzeczy. Napisałam tweeta z przeprosinami.
Za 10
czwarta do pokoju zapukała Danielle, weszła do środka z lekkim uśmiechem na
ustach.
-Gotowa?
-Tak.
Obsługa wzięła nasze bagaże,
samochód został podstawiony, w holu hotelu czekali wszyscy z ekipy, tancerki,
instrumentaliści, ekipa przygotowawcza itp.
Każdy
przytulił mnie, większość dziewczyn miała podkrążone oczy. Wsiadłyśmy. Eddie
szepnął coś Dani na ucho. Po 40 minutach znalazłyśmy na nowojorskim lotnisku,
oddałyśmy walizki i udałyśmy się do odprawy, sprawdzono nam bilety i po chwili
byłyśmy w samolocie. Byłyśmy same w pierwszej klasie, Eddie tak zrobił, by nikt
mi nie przeszkadzał. Położyłam się i pierwszy raz od kilkunastu godzin
zasnęłam. Dani zasnęła na drugim łóżku.
Obudził mnie cholerny ból głowy, poprosiłam stewardessę, żeby podała mi szklankę wody. Łyknęłam tabletki przeciwbólowe, po 40 minutach ucisk w czaszce zmniejszył się. Zjadłam podane przez obsługę kanapki. Potem położyłam się znów. Dani rozmawiała z Liamem przez telefon. Kilka godzin później obudziła mnie Dani, że lądujemy. Wstałam powoli. Samolot wylądował. Odebrałyśmy bagaże, Louis i Liam stali na lotnisku i czekali na nas. Przytuliłam się do Louisa i nie mogłam, a wręcz nie chciałam się od niego odrywać…
Obudził mnie cholerny ból głowy, poprosiłam stewardessę, żeby podała mi szklankę wody. Łyknęłam tabletki przeciwbólowe, po 40 minutach ucisk w czaszce zmniejszył się. Zjadłam podane przez obsługę kanapki. Potem położyłam się znów. Dani rozmawiała z Liamem przez telefon. Kilka godzin później obudziła mnie Dani, że lądujemy. Wstałam powoli. Samolot wylądował. Odebrałyśmy bagaże, Louis i Liam stali na lotnisku i czekali na nas. Przytuliłam się do Louisa i nie mogłam, a wręcz nie chciałam się od niego odrywać…
-Ej, aż tak się stęskniłaś?
-Bardzo…- łamał mi się głos.
-Oj słonko, ja za tobą też…
Jak się czujesz?- odsunęłam się od niego i spojrzał mi prosto w oczy.
Jestem beznadziejna w
kłamaniu…
-Dobrze…- uśmiechnęłam się-
a gdzie Lily?
-U Cary i Harry’ego,
pojedziemy po nią…
-Chodź.
Pożegnałam się z Liamem i
Danielle, której szepnęłam na ucho, dziękuję ci za wszystko.
Uśmiechnęła się i poszła do
samochodu.
Po kilkunastu minutach
zaparkowaliśmy pod domem mojej przyjaciółki… Weszliśmy do środka. Lily
krzyknęła: Mama! Podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Uklęknęłam i ją
mocno przytuliłam. Wycałowałam jej czoło i policzki. Była cała gorąca. Nathan
biegał za Harrym.
-Gdzie Cara?- spytałam.
-Na górze, źle się czuje.
Przytuliłam Hazzę i małego.
Poszłam na górę. Cara leżała na łóżku z okładami na czole.
-Hej…- powiedziałam cicho.
-O Cam, hej…
Wstała z miejsca i podeszła
do mnie.
-Widzę, że też masz
problemy…- powiedziałam.
-Nie, nie, ale coś brzuch
mnie boli, pewnie się zatrułam…
Nagle moja przyjaciółka
pobiegła do toalety i zwymiotowała. Wypłukała usta.
-Cały dzień tak mam…
-Biedna, a może ty jesteś w
ciąży…
-Jasne…- odburknęła- jak na
razie jedno dziecko mi wystarczy… a poza tym uważamy…
-Ostatnio też tak mówiłaś i
masz teraz Nathana.
Spojrzała na mnie badawczo i
poleciała na dół, zaraz wróciła z dwoma testami ciążowymi.
-Cholera boję się…-
powiedziała.
-Lepiej sprawdzić.
Po 20 minutach zapukałam, a
Cara otworzyła mi w zlewie były dwa testy z dwiema kreseczkami.
-O mój boże!- wykrzyknęłam i
momentalnie, zabolała mnie głowa.
-Ja nie mogę, ja nie chcę…
Przytuliłam ją mocno.
-Chodź, powiedz Harry’emu.
-CO?! Nie…
-Tak. Chodź.
Zeszłyśmy na dół.
-Ty powiesz, czy ja mam
powiedzieć?- spytałam po cichu.
-Ale tak przy wszystkich…
-A co? Dawaj, to wspaniała
nowina.
-Harry…- powiedziała,
chłopak podniósł wzrok z śmiejącego się Nathana.
W salonie panował harmider,
dzieci się śmiały, Louis z Haroldem też.
-Tak?
-Jestem w ciąży.-
powiedziałam cicho
-Co powiedziałaś?- spytał
niedosłysząc.
-Mówię, że jestem w ciąży…
Harry aż usiadł.
-Ale, o mój boże!
Woooooo-Hooooooo…
No takiej reakcji Cara na
pewno się nie spodziewała…
Kilka dni później…
Louis dalej nie wie, że jest
chora, Dani powiedziała, że muszę mu powiedzieć w pierwszej kolejności. Lily
pojechała dziś rano z Niallem i Allison do Aqua-Parku.
Nie mogłam się zebrać na
odwagę, by oznajmić mu. Siedzieliśmy na kanapie przytuleni i oglądaliśmy
kończący się już film.
Wyłączyłam telewizor. Była
godzina 16:00.
-Louis, musimy porozmawiać…-
powiedziałam.
-Brzmi poważnie…- powiedział
z uśmiechem.
Poczułam gigantyczną gulę w
gardle.
-O co chodzi?- spytał zaniepokojony
moją przerwą w mówieniu.
-Pamiętasz, jak straciłam
przytomność na koncercie?
-Oczywiście, że pamiętam.
-Podczas pobytu w szpitalu
zrobiono mi specjalistyczne badania, ponieważ od dłuższego czasu miałam
nudności i bóle głowy, lekarze podejrzewali, że jestem w ciąży, ale to jest coś
poważniejszego…
-O czym mówisz?- spytał
zdezorientowany.
-Mm…m…m…m… mam złośliwego
guza mózgu…
-Camille, prima aprilis jest
za dwa tygodnie…- zaśmiał się.
-Ja mówię prawdę, został mi
niecały rok życia…
Po kilku minutach odezwał
się.
-Dlaczego robisz sobie ze
mnie żarty…- był zdenerwowany- przecież jesteś zdrowa, jak rydz, żadne gówno ci
nie dolega, nie rób sobie jaj, bo to nie jest śmieszne.
-Jestem śmiertelnie chora.
-Ale przecież… ty…. Nie…
jesteś… nie… nie… możesz… przecież… ty… ja… nie… możesz… przecież… jesteś…
-Już niedługo nie będę.
Rozpłakałam się na dobre…
Chłopak wstał ze skórzanej kanapy i poszedł na górę. Do drzwi zapukał ktoś,
otarłam łzy i poszłam otworzyć, był to Niall trzymał za rączkę Lily. Chłopak
spojrzał zaniepokojony.
-Stało się coś?
-Poza tym, że jestem
śmiertelnie chora, to nic…- odpowiedziałam.
-Co?- spytał Niall.
-Mam guza, nazywa się Quincy
i jest złośliwy, zostało mi kilka miesięcy życia.
Uśmiechnęłam się i wpuściłam
ich do środka.
Nie wiem, co napisać pod tym rozdziałem...
Mam jedynie prośbę do was, jeśli ten rozdział wywołał u was płacz, to proszę napiszcie to w komentarzach... To jest dla mnie cholernie ważne... Dziękuję!
Nie wiem, co napisać pod tym rozdziałem...
Mam jedynie prośbę do was, jeśli ten rozdział wywołał u was płacz, to proszę napiszcie to w komentarzach... To jest dla mnie cholernie ważne... Dziękuję!
Hej:)
OdpowiedzUsuńJak! Co! Cam nie może być tak chora! Nie może mieć guza! Nie teraz przecież jest Lily i Louis! I jej kariera, rodzina! Wszystko! A ja tu się dowiaduje, że został jej rok życia, rok?! Nie! Tak nie może być! Tak, oczywiście, że cały rozdział płakałam, jak! Cam nie może umrzeć! Nie może! Nie wiem, może stanie się jakiś cud, alba cud madycyny, nie wiem cokolwiek!
Marzena ze Śląska
Ps. Nie dziwie się, że Louis tak zareagował! Też bym tak zareagowała! Niall też pewnie tak samo zareaguje! Prosze jeszcze raz! Nie uśmiercaj Cam, ona nie może umrzeć!
UsuńMarzena ze Śląska
O Boże to nie może być prawda.. :( Czy ja dobrze przeczytałam ? Ona ma złośliwego guza ? ;(( Nie widzę normalnych liter na klawiaturze mam wszystko zamazane... Tak płaczę. Ona nie może tak skończyć ! Nie może ! Zgadzam się z Marzeną ona nie może umrzeć ! Nie teraz ! Tyle osiągnęła i to wszystko pójdzie.. Ja myślałam, że jest w ciąży i będą mieli drugie dziecko... A tu... Za rok umrze.. Nadal nie mogę w to uwierzyć.. Ja nie chcę, żeby te opowiadanie się tak skończyło ! Proszę nie rób nam tego. Niech się okaże, że te wyniki są błędne co kol wiek.. Ona tak niedawno była szczęśliwa... :( Aż nie chcę wiedzieć jak się to skończy myślałam, że wszystko skończy się happy.. Nie zawsze tak jest, ale...
OdpowiedzUsuńboże popłakałam się strasznie :(( nie mogę się opanować. Czemu chcesz uśmiercić Camille?? To się nie może tak skończyć przecież Louis! On ją tak bardzo kocha było tak cudownie!! Przecież muszą wynaleźć jakieś lekarstwa !!! operacje! no nie można jej tak zostawić!!! Niech ją ratują a nie!! Przecież no było tak pięknie wszystko się układało!!! To jest NIEMOŻLIWE !!!!Nie wiem no niech się okaże że to był tylko jakiś zły sen koszmar czy coś. BŁAGAM!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńja popłakałam sie to jest nie tak nie może byc nie teraz jak sie pododzili :(.......
OdpowiedzUsuń