14
maja, 8:50
Lou już nie spał. W każdym razie robił coś na telefonie.
Moja głowa była na poduszce, a nogi leżały na nogach chłopaka. Spałam jakoś w
poprzek… Chłopak poprawił się i usiadł bardziej pionowo. Otworzyłam oczy.
Chłopak to zauważył.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się.
Zaburczało mi w brzuchu, ale to tak głośno, jak nigdy.
-Boże.-
przeraziłam się.
Chłopak zaśmiał się.
-Głodna jesteś?
-Dobrze słychać.
-Dzwonię po żarcie.
Po zadzwonieniu.
-Co robisz?- spytałam.
-Harry dodał zdjęcie na Twittera.
Przyjechało
jedzenie, wystawili nam je na stoliku. Znowu była piękna pogoda. Dzisiaj
zamierzam leżeć i tylko leżeć. Louis też powiedział, że ma taki zamiar. Po
zjedzeniu przebraliśmy się w stroje kąpielowe i poszliśmy na plażę, która była
już trochę załadowana. Położyliśmy sobie kocyk i leżeliśmy obok siebie. Było
fajnie. Trwało to do 17:00, ale opaliłam się na murzynka… Wróciliśmy do domu i
zamówiliśmy sobie spaghetti do domku. Zjedliśmy ze smakiem, a potem
siedzieliśmy sobie na tarasie. Położyłam nogi na stole i odgarnęłam na bok
włosy. Rozmawialiśmy trochę o nas i jakoś zaczęliśmy myśleć, kiedy my tak
naprawdę zaczęliśmy ze sobą chodzić, doszliśmy do wniosku, że był to 13
września, tak. Dzień przed urodzinami Liz. Koło 23:00 poszliśmy spać, bo byłam
zmęczona.

-Kocham cię.- powiedział, gdy przyglądałam się gwiazdom
na niebie.
-Ja ciebie też kocham.- uśmiechnęłam się.
Pocałowałam go w usta. Objął mnie ramieniem.
-Patrz- powiedziałam i wskazałam palcem na jasny punkcik-
spadająca gwiazda, musimy pomyśleć życzenie.
-Już.- powiedziałam.
-Już.- powiedział.
-O czym pomyślałaś?- spytał.
-Jak ci powiem, to się nie spełni.
-Oj tam, oj tam.
-Wracamy? Zrobiło się chłodno.
-Pewnie.
Louis zapłacił za napoje i po godzinie byliśmy z powrotem
w domku.
Aż mi się wierzyć nie chce, że jutro będzie przedostatni
dzień wyjazdu.
18
maja, 10:02
Dziś wracamy do Londynu. Ja nie chcę… To był najlepszy
wyjazd w moim życiu i na pewno jeszcze tu przyjadę. Wzięłam prysznic, uczesałam
się i spakowałam. Lou zrobił tak samo. O 12:40 mamy samolot na Teneryfę, a
stamtąd do Londynu. Wzięliśmy torby i wyszliśmy z domku. Przyjechała po nas
taksówka, która zawiozła nas prosto na port lotniczy. Wsiedliśmy do samolotu, a
po godzinie przesiedliśmy się do samolot do Londynu.
Po 2,5 godzinie byliśmy na Heathrow. Było dziś zimno,
dobrze, że ubrałam długie jeansy. Pojechaliśmy taksówką do domu. Rozpakowaliśmy
się, ja zrobiłam pranie, a potem włożyłam je do suszarki. Przebraliśmy się
bardziej odpowiednio do pogody i pojechaliśmy do Harry’ego i Cary. Zadzwoniłam
dzwonkiem. Roześmiany loczek otworzył nam. Cara leżała na kanapie i śmiała się
jak nigdy.
-Hej.- powiedział zdziwiony Louis.
-Z czego się tak śmiejecie?- spytałam.
-A nic, przypomniałam sobie pierwszą dyskotekę w 9
klasie, pamiętasz striptiz Jasona?
-Tego nie da się zapomnieć, sposób w jaki dyrektor
wparował był bezcenny…
-Chcecie coś do picia?- spytał się loczek ocierając łzę,
która zaczęła mu spływać.
-Masz colę?- spytałam.
-Jest.
-To ja poproszę.
-Opowiadajcie, jak było na El-Hierro?
-Było świetnie. Nauczyłam się pływać na desce
surfingowej…
-…a kto był twoim nauczycielem…- przerwał mi Lou
-…ty…
nurkowaliśmy… trochę zwiedzaliśmy… leżeliśmy na plaży... Lou zarezerwował nam
domek nad samą plażą. Nie był jakiś duży w sam raz dla naszej dwójki…
-Macie jakieś zdjęcia?
-Ja mam.- powiedział.
-Nie pokazuj im, wyszłam okropnie.
-Wyszłaś ślicznie.
Wyjął telefon z kieszeni i pokazał.
-Wyglądasz sexi w tej masce.- powiedziała Cara.
-Dzięki.-
odpowiedziałam grzecznie.
Zawibrował mój telefon. MMS od Kristen.
Kliknęłam na ekran. Uśmiechnęłam się do siebie i
pokazałam Harry’emu, Louisowi i Carze.
-Jaki słodziak z niego…- powiedziała Cara.
-Ja też chcę takiego.- powiedzieli równocześnie Harry i
Louis.
-Jeszcze nie teraz.- powiedziałam, a Cara dodała:
-No właśnie.
Napisałam Kris sms-a: Jakie
słodziaki, tęsknię za wami.
-Przypomniało mi się- powiedziała nagle Cara- miałam ci
powiedzieć, że kupiłam sukienkę na ślub mamy Harry’ego.
-Jak mogłaś zapomnieć, pokaż mi ją.- odpowiedziałam.
-Chodź.
Pobiegłyśmy na górę. Dziewczyna wyciągnęła z szafy ni to
kremową, ni to brzoskwiniową sukienkę do połowy ud.
-A jakie buty?
-Czarne szpilki.
-Jaki obcas?
-8-9.
-Luz.
-Jak ci się podoba?
-Bardzo ładna
-Najnowsza kolekcja Lagerfelda.
-Uwielbiasz jego ciuchy.
-Co ja poradzę, że są genialne…
-Nic…
-A ty masz już jakąś sukienkę?
-Nie.
-Nawet żadnej na oku?
-Nawet.
-Czekaj. Przyniosę ci mój zeszyt z projektami. Coś byś
sobie wybrała.
-Ok.
Brunetka poleciała na dół do pracowni, wzięła zeszyt i po
chwili była z powrotem. Przekładałam to kolejne kartki, aż wreszcie znalazłam
śliczną o kolorze kawy z mlekiem…
-Coś czułam, że ta ci się spodoba.
-Jest ekstra.
-Możesz do tego wziąć torebkę od Jila Sandera i te czarne
szpilki.
-Dobra myśl.
Louis krzyknął z dołu: Camille telefon ci dzwoni…
Zbiegłam na dół.
-Kto?
-Eddie.
Wzięłam telefon z ręki chłopaka.
-Halo?
-Camille,
nareszcie- chłopak był mocno podekscytowany- nie uwierzysz, co się stało.
-Mów
Eddie, bo mnie ciekawość zżera…
-Przed
chwilą dzwonił do mnie facet…
-…i…
-…spytał,
czy nie chciałabyś zaśpiewać na pokazie Victoria’s Secret.
-O
mój Boże, dzwoń od razu do niego i mów, że na 100% tam zaśpiewam. Kiedy to
jest?
-26
maja.
-To
już niedługo… Muszę się zacząć przygotowywać.
-Czyli
zgadzasz się?
-Tak.
-To
dobrze, zaraz zadzwonię i dowiem się wszystkiego.
-Ok.
-Pa.
-Pa.
Rozmowa zakończona.
-Co się stało?- spytał Louis.
-Będę śpiewała na pokazie Victoria’s Secret…-
uśmiechnęłam się szeroko.
-Kiedy?- zapytał Harry.
-Dwudziestego szóstego.
-Fajnie, zawsze chciałem tam wystąpić dookoła piękne
kobie…- Cara weszła do salonu, a Hazza podniósł na nią wzrok, skrzyżowała ręce.
-Co chciałeś powiedzieć?- spytała.
-Nic, już nie ważne.- zmieszał się.
-Też tak sądzę- powiedziała, a potem zwróciła się do
mnie- chodź Cam, muszę zdjąć z ciebie miarę.
Poszła w kierunku pracowni, a ja za nią. Wyjęła miarę krawiecką i zmierzyła mnie w
pasie, w biodrach, w ramionach itd. Wyciągnęła następnie z szafy materiał i
zabrała się do roboty.
-Na jutro powinna być…
-CO?
-No mówię, że jutro będziesz miała uszytą sukienkę.
-Serio, dasz radę?
-Spokojnie…
Wnet zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-To
znowu ja.
Eddie.
-Czego
się dowiedziałeś?
-Że
jutro wylatujesz do NY na próby… Pojadę z Tobą…
-Ok.,
a ekipa też jedzie?
-Oni
dojadą jakieś 3 dni przed, żeby zrobić próbę dźwiękową, ale tak to możesz
śpiewać do podkładu.
-Masz
rację, niech odpoczną przed trasą. O której mamy samolot?
-O
13:00.
-No
to do zobaczenia.
-Pa.
-Jutro wyjeżdżasz?
-Tak, nie będzie mnie aż do dwudziestego szóstego.
-Spotkasz swoje koleżanki…
-No właśnie z tego najbardziej się cieszę…
Lou wszedł do pracowni.
-Dobrze słyszałem? Jutro wyjeżdżasz?
-Tak.- popatrzyłam na jego smutne oczy- mi też jest
trudno rozstawać się z tobą…
Przytuliłam go, a on schylił lekko głowę i pocałował mnie
w czoło. Przy okazji szepnął mi do ucha, żebyśmy już szli. Skinęłam lekko
głową, sięgnęłam po telefon i oznajmiłam moim przyjaciołom, że już idziemy.
Pożegnałam się z Carą i Harrym. Wyszliśmy. Louis wsiadł do samochodu, a ja obok
niego. Położył rękę na skrzyni biegów i wyjechał z podjazdu. Ruszył. Po 30
minutach byliśmy w domu. Ściągnęłam z siebie buty i kurtkę. Obróciłam się w
stronę mojego chłopaka. Patrzył na mnie dziwnie… Ogień w jego oczach, rumieńce
na twarzy, luźna koszulka odsłaniała jego tatuaż It what it is
Oparłam się lekko o ścianę. Na moim czole pojawiła się
pierwsza kropelka potu, adrenalina… Zrobił jeden krok w moją stronę, ja
przycisnęłam się do ściany jeszcze bardziej. Kolejny znacznie pewniejszy krok…
Nasze ciała dotykają się, a pomiędzy ustami jest kilka milimetrów odległości,
praktycznie stykają się ze sobą… Robię pierwszy krok, unoszę lekko dłonie i
oplatam jego szyję nimi. Patrzę w jego niebieskie oczy, dotykam opuszkami
palców jego górną wargę, a potem dolną, sama mam lekko otwarte usta, żeby móc
łapać powietrze, Louis bierze głęboki oddech i czuje zapach mięty, jego zapach
zmieszany z perfumami doprowadza mnie do szaleństwa, jest blisko mnie, delikatnie
muskam jego wargi, jednak on przekształca ten pocałunek, w coś magicznego, jego
dłonie wplecione w moje blond włosy, moje w jego brązowe, coraz bardziej mi się
to podoba… Pod jego naciskiem siadam na podłodze dalej opierając się o ścianę,
on króluje nade mną… Szczęście jakie mnie spotkało będąc z Louisem jest nie do
opisania. Powoli chłopak zaczyna dobierać się do mojej bluzki, z łatwością ją
ściąga, ja łapię za guzik w jego jeansach, przez cały czas nasze usta złączone
są w nieziemsko namiętnych pocałunkach. Teraz jego koszulka ląduje na podłodze,
odrywamy się od siebie i obydwoje staramy się jak najszybciej ściągnąć spodnie. Gdy stoimy przed sobą w samej
bieliźnie. Louis znowu mi się przygląda i lekko przygryza wargę, ja kładę rękę
na swoim biodrze, a drugą odgarniam na bok włosy. Podnoszę dłoń i ona zaczyna jeździć od mojej szyi do pępka. Chłopak poprawia włosy i
uśmiecha się zawadiacko… Znowu delektujemy się pocałunkami, idziemy na górę nie
przestając w ogóle. Louis bierze mnie na ręce i rzuca na łóżko…
Ja... po prostu nie wiem co powiedzieć, a właściwie napisać... Nie wiem, jak wam podziękować za 10.000 wyświetleń. To dla mnie bardzo ważne, że ludzie tu wchodzą, czytają moje wypociny i do tego pozytywnie komentują. Bardzo dziękuję! Następny cel: 20.000 wyświetleń.
Kolejny rozdział dla was drogie czytelniczki!
Love you All :)
Ja... po prostu nie wiem co powiedzieć, a właściwie napisać... Nie wiem, jak wam podziękować za 10.000 wyświetleń. To dla mnie bardzo ważne, że ludzie tu wchodzą, czytają moje wypociny i do tego pozytywnie komentują. Bardzo dziękuję! Następny cel: 20.000 wyświetleń.
Kolejny rozdział dla was drogie czytelniczki!
Love you All :)
Mogę Cię poprosić o polecenie tej strony http://believe-fanfiction.blogspot.com/ proszę dopiero zaczynam ♥
OdpowiedzUsuńŚwietny ;)
OdpowiedzUsuń